CUIR VENENUM
.
.

.
Miało nie być w najbliższym czasie pojękiwania na wytwory PG, ale coś mi się wydaję, że się nie opanuję
CV prześladuje mnie od ładnych kilku tygodni. Postanowiłam skrobnąć parę słów o tym wyjątkowym, zapachowym absurdzie, żeby pozbyć się nękających mnie koszmarów ![]()
„Venenum” to z łaciny rodzaj magicznego napoju, trucizny. Dodając do tego przyciągające słówko „Cuir” otrzymujemy tajemny, skórzany eliksir. Yhyyyy tiaa.
Wszystko fajnie, pod warunkiem, że nie jest to mikstura pachnąca plastikowym pudełkiem z nieapetycznymi landrynkami. Tak jak w tym wypadku.
Obskórna – tyle zostało z ukochanej przeze mnie skóry.
Lubię nowe doznania zapachowe, eksperymenty różniaste. Ale tym razem nie wyszło. To, co zostało w CV ze skóry, to tylko syntetyczny cukierek, niejadalny i po prostu brzydki.
Kwiatowo-cytrusowa mieszanka. Słodka, miejscami kwaskowata. Owocowa i miodowa w niestrawny sposób. Epatująca sztucznością landryna. Zmielona z plastikiem, owinięta kawałkiem skóry. W kolorze różowym. Co to ma wspólnego z prawdziwą skóra? Nie wiem. Nie wiem nawet gdzie ta skóra jest? Mało jej. Jest ledwo wyczuwalna i jedyne za co odpowiada, to za dziwaczność tej rozpaczliwej landrynki. W każdym razie nie można tego zapachu uznać za skórzany. Apetyczny i jadalny też nie jest. W takim razie jaki? Niewydarzony ![]()
Bardziej dla fanek Angela i Rusha, niż nowatorskich klimatów. Podejrzewam, ze miał być frapujący i abstrakcyjny. Wyszedł zwyczajnie niedorzeczny.
.
Nuty: skóra, absolut z kwiatów pomarańczy, mirra, cytrusy, cedr, kokos, miód, piżmo
Nos: Pierre Guillaume
Rok: 2004
.
Źródło zdjęcia: www.metroedsolutions.com













