RSS

MUSC MAORI

Opublikowano 22 kwietnia 2010

butelka.

.

.

.

Ze wszystkich słodkich, czekoladopodobnych zapachów które znam, właśnie Musc Maori jest tym, który najbardziej przypomina prawdziwą czekoladę. Mleczną bo mleczną, ale zawsze to czekolada. Co ważne bez przesadnej masy dodatków, waniliowo-jakichśtam-pomarańczowych (np. Chocolovers). I bez paczulowych, jak w Fondente Extra czy Paczulowanilii.
Pierwsze nuty MM są obłędne. Apetyczne, mleczne, lekko alkoholowe. Przepyszna czekoladka z procentowo-likierowym nadzieniem. Kremowym.

Ma w sobie coś z batoników „Pawełek”. Nie obraziłabym się gdyby to tak trwało i trwało, ale po kilku minutach jest niestety nieco gorzej. Zapach robi się słodszy, płaski. Nie ewoluuje. Z alkoholowego batonika staje się zwykłą kostką mlecznej czekolady. Na całe szczęście nie traci dużo ze swojej smakowitości. W dalszym ciągu jest bardzo sugestywny i ładny. Pomimo słodkości jest też mało ulepkowaty. Raczej „chrupiący”, jeśli można to tak nazwać. Posypany brązowym cukrem. Ma się ochotę go zjeść.
Całościowo MM jest zapachem prostym, nieskomplikowanym. Równocześnie przepyszną, bardzo fajną wariacją na temat mlecznej czekolady. Jedną z najfajniejszych, na pewno.

.

Nuty : kakaowiec, białe piżmo, ambra, bób tonka
Nos: Pierre Guillaume
Rok: 2005

.

Źródło zdjęcia: www.sanderscandy.com

Share and Enjoy:
  • Print
  • Digg
  • StumbleUpon
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Yahoo! Buzz
  • Twitter
  • Google Bookmarks

Napisz Komentarz