RSS

TAM DAO

0 Comments | This entry was posted on 24 września 2011

tam-dao-butelka

.

.

Tam Dao to nie lada gratka dla wszystkich wielbicieli drzewa sandałowego. Prawdziwie zakochanych w sandałowcu, do których ja niestety nie należę.

Lubię, ale bez przesady.
Drzewo sandałowe, najpotulniejsze ze wszystkich drzew sprawdza się moim zdaniem idealnie jako dodatek. Najlepiej jeden ze składników bazy. Przesunięte na plan pierwszy sprawia, że coś nagle przestaje grać, zapach więdnie, traci całą drapieżność. Dokładnie tak jest w przypadku Tam Dao. A pierwsze akordy są wręcz powalające. Mamy do czynienia z zapachowo nieskromnym zestawem drewnianym. Read more »

L’EAU TROIS

0 Comments | This entry was posted on 07 października 2009

butelka.

.

.

.

Ten zapach, to raczej ciężki kaliber. Jeśli dla kogoś BT, Kardynał czy jego klon Avignon wydają się zbyt uciążliwe, to raczej nie ma sensu sięgać po LT. Przynajmniej do czasu, kiedy się nie „dostroi” nosa do tego typu woni, bo mirra potrafi być cięższa od najcięższego kadzidła. Żywica zabójca.

Mnie ten zapach nie specjalnie przypadł do gustu. Nie zmienia się intensywnie i niewiele w nim widać ciekawych ewolucji. Po pierwszych kilkunastu sekundach stabilizuje się, stając się ciężki i średnio znośny. Nie lubię, kiedy coś mnie przytłacza, nie pozwalając oddychać. Poza tym, zapach wydaje mi się zbyt toporny i jednostajny. Jedynym jego plusem jest ogólna mroczność i diaboliczność, która amatorom hardcoru zapachowego może się spodobać.
Pierwszy etap rozwoju LT trwa zdecydowanie za krótko. Szkoda, bo właśnie on przemawia do mnie najbardziej. Mirra w otoczeniu ziół, posypana sosnowymi igiełkami. Wszystko w charakterze aromatyczno- lekarstwianym, z kościółkiem gdzieś w tle. Kawał zbutwiałego drewna na niby dentystycznym fotelu. I to mi się bardzo podoba. Ostro jest i nietypowo, ale w tej fazie czuję jeszcze jakąś lekkość, otwartą przestrzeń, której później niestety brakuje. Read more »

EAU LENTE

0 Comments | This entry was posted on 22 sierpnia 2009

.

butelka.

.

pierniki

.

Ostatnio, w wolnych chwilach zajmuję się namiętnie przetwórstwem owocowo-warzywnym. Jak zwykle mam tendencję do przeginania z przyprawami. Toteż każda zrobiona przeze mnie konfitura bardziej przypomina korzenną niż owocową. Słoiki zostawię sobie na chłodne, zimowe wieczory. Na teraz mam Eau Lente.

Przyjemny zbiór przypraw na bazie  żywicy. Zaczyna się ostrawo: wybuchem pięknego, nasyconego cynamonu, połączonego z szorstkimi goździkami, gałką i innymi, bliżej nie zidentyfikowanymi, indyjskimi przyprawami. Kminek nie dominuje, jeśli w ogóle występuje, to nie jest go zbyt wiele. Może to i lepiej, bo nie każdy go toleruje. Po kilkudziesięciu sekundach przyłącza się bogaty i słodki aromat gęstej żywicy. Delikatnie przydymionej, ale na pewno nie przypalonej. Miodzio. Na tym etapie zapach łagodnieje. Wszystko jest doskonale zbalansowane, miłe, niemęczące. Całościowo fajne i przytulne. Stanowi archetyp typowego, jesienno-zimowego przyjemniaczka. Ciepłego, potulnego, słodko-korzennego i leciutko pikantnego.

Pomimo tego, że super apetyczny, ja jednak żałuję, że nie jest odważniejszy, bardziej zmienny. Nie wyobrażam sobie posiadania większej ilości. Ta grzeczna, jednostajna i nazbyt sympatyczna wersja przypraw może szybko człowieka zanudzić.

.

Nuty: opoponaks, cynamon, kmin, gałka muszkatołowa, goździki
Nos: Desmond Knox-Leet i Serge Kalouguine
Rok: 1986

.

Źródło zdjęcia: chrzanowa.blox.pl

L’OMBRE DANS L’EAU

0 Comments | This entry was posted on 15 sierpnia 2009

.

butelka.

.

.

Catherine Deneuve

Catherine Deneuve

„LdL” jest jedną z moich ulubionych, zielonych kompozycji. Roślinno-kwiatowych. Skonstruowanych z większym naciskiem na soczystą stronę roślinną, niż na banalne kwiaty. W tym wypadku różę. Która nie da się ukryć, właśnie takim banalnym kwiatuszkiem często gęsto bywa.
Większość wód z różą w składzie jest albo nieznośnie różana, albo ma to charakterystyczne pudrowe wykończenie, które sprawia, że róże są zasuszone i martwe.
Diptyque udało się tą różę ożywić. Zanurzając ją w soku ze świeżo roztartych, porzeczkowych liści. Jest ostro, orzeźwiająco, aromatycznie, równocześnie ciężko. Nie jest to typowa, letnio-odświeżająca wodzianka, która nic ciekawego nie wniesie do naszego, perfumeryjnego życia. Całościowo przypomina dziki ogród. Tajemniczy i niezwykły. Zroszony delikatnym, ale lodowatym deszczem. Read more »

DIPTYQUE

0 Comments | This entry was posted on 14 sierpnia 2009

1.

.

.

paryski salon Diptyque

paryski salon Diptyque

Historia Diptyque sięga 1961 roku, kiedy trójka przyjaciół postanowiła połączyć siły i otworzyć swój pierwszy salon w Paryżu.

Yves Coueslant (scenograf), Desmond Knox-Leet (malarz)  i Christiane Gautrot (pracownica firmy architektonicznej) rozpoczęli działalność od produkcji i sprzedaży drukowanych tkanin. Niestety ich awangardowe wzory nie zdobyły serca miejscowej klienteli, bardziej zainteresowanej wystrojem sklepu niż zakupami. Wkrótce przyjaciele postanowili urozmaicić asortyment zapachowymi świecami, które do dnia dzisiejszego stanowią mocny punkt oferty. Pierwsze z nich (Aubépine, Cannelle i Thé ) zostały wykonane przez Jean-Claude Bullens’a w 1963 roku. Ten absolwent szkoły perfumiarstwa w Wersalu, stał się  głównym dostawcą firmy, ponieważ świece okazały się hitem.

Po pewnym czasie Knox-Leet przekonał swoich partnerów biznesowych do rozpoczęcia produkcji wód toaletowych. Pierwszy zapach Diptyque (L’Eau), oparty na starych, angielskich recepturach  pojawił się w roku 1968.
Od tamtej pory przedsiębiorstwo regularnie wypuszcza na rynek ciekawe kompozycje, zainspirowane dalekimi podróżami, które cała trójka przyjaciół ubóstwia. Do 1993 roku nosem Diptyque był Knox-Leet – perfumiarz-samouk, który stał się dyrektorem kreatywnym firmy. Ucząc się i wciąż eksperymentując, tworzył kompozycje zapachowe we współpracy z takimi profesjonalistami jak: Serge Kalouguine, Olivia Giacobetti, Daniel Molière, Fabrice Pellegrin i Olivier Pescheux.

.

Strona producenta


Zapachy dostępne w perfumerii Galiluklik

Źródła zdjęć i informacji: www.linternaute.com, www.mimifroufrou.com, „Diptyque” Elisabeth de Feydeau