Archiwum ‘M. Micallef’ Category:
AVANT GARDE
.

.
Avant Garde otwiera się cytrusami. Całkiem zwyczajnymi. Można nawet powiedzieć, że banalnymi. Ot takim, przeciętnym połączeniem bergamotki z grejpfrutem. W miarę rozwoju, do „awangardowej” układanki dochodzą elementy słodkie. Lekko, ale ulepnie osłodzona ambra, trącąca mdłym waleniem. Zupełnie niedrapieżne skórzane skrawki. Mętny aromacik kakao. A na koniec blady irys i bezpłciowe, półprzezroczyste coś, co zdaje się miało być kadzidłem. Nie dość, że nie wygląda to najciekawiej, to jeszcze potrzeba sporego wysiłku, żeby się tego wszystkiego doszukać.
Nie wczytując się w nuty, nie starając się wyłuskać poszczególnych aromatów, zapach wypada jeszcze gorzej. Właściwie trudno oczekiwać od użytkowników ciągłego, usilnego wwąchiwania się w poszczególne składniki. W celu rzecz jasna wypatrzenia i może zanotowania przy okazji, że w 12-tej sekundzie czujemy coś, co przypomina kadzidło, a w 14-tej może kakao przy n-tym przyssaniu nosa do skóry. Nie na tym to polega. Read more »
ROYAL MUSKA
.
.

.
Gdyby ktoś poprosił mnie o jak najkrótsze podsumowanie i ocenę tego zapachu odpowiedziałabym wyświechtanym już hasłem, że piękno tkwi w prostocie. Stara jak świat sentencja, którą wbrew pozorom nie tak łatwo dopasować do odpowiedniego obiektu. W wypadku RM było to pierwsze skojarzenie, które przyszło mi do głowy.
Jestem pod dużym wrażeniem urzekającego piękna, prostoty i delikatności tego zapachu. Nosi mi się go wręcz rewelacyjnie. Z jednej strony subtelny, z drugiej na tyle wyrazisty, że ma się poczucie posiadania czegoś wyjątkowego. Read more »






