Archiwum ‘SERGE LUTENS’ Category:
BORNEO 1834


.
Paczula potrafi być składnikiem kontrowersyjnym. Kochanym przez jednych, przez innych, głównie wielbicieli świeżości, znienawidzonym. Mnie paczula niezmiennie zachwyca naturalnym charakterem, nadającym głębi, specyficznej ziemistości. Ale zgodzę się, że w zależności od tego z jakim zapachem mamy do czynienia może być mniej lub bardziej przyjazna dla nosa. Stając się naszym przyjacielem od razu, po długich próbach oswojenia, a w najgorszym wypadku wcale.
W Borneo spotka nas spokojna, wyciszona i miła wersja tego składnika. Bez podejrzanych nutek przekraczających granicę, za którą paczula staje się niebezpiecznie podobna do piwnicznej stęchlizny. Paczula – główny komponent Borneo jest piękna, przyjazna, otulająca. Kojarzy mi się ze spacerem ciemnymi ulicami, jeszcze ciepłą, jesienną nocą. Wejściem w mrok zmysłowy i ekscytujący, jednak zupełnie nie groźny i w sporej mierze przewidywalny. Taki, w którym poczujemy się bezpiecznie i komfortowo na tyle, żeby w nim dłużej pozostać. Delektując się niezwykłą urodą, ale też skrytą w nim tajemnicą. Read more »
CHÊNE


.
Chene jest zapachem wyjątkowym, nie mam co do tego cienia wątpliwości. Nieczęsto przecież zdarza się, że zapach zawiera tak niespotykane, drzewne nuty jak dąb czy brzoza. Zazwyczaj jest to sandałowiec, cedr, a drzewo różane czy agarowe to prawdziwa ekstrawagancja.
Podobnie jak Miel de Bois, Chene jest zapachem wyjątkowo polskim. Rodzimym swojskością użytego drzewa, ogólnym klimatem skojarzonym ze wsią. I podobnie też nienoszalnym. Przynajmniej dla mnie. Read more »
SA MAJESTÉ LA ROSE


.
Róża, kwiat znany i ceniony od setek lat doczekał się setek interpretacji zapachowych. Począwszy od wytwarzanej w krajach arabskich wody różanej, olejków, aż do klasycznych, znanych w świecie zachodnim perfum i wód toaletowych.
Różne gatunki tego pięknego kwiatu są z lubością wykorzystywana jako dodatek, ale także jako główna składowa zapachu. Wybór perfum z dominującą nutą różaną jest imponujący. Zarówno na drogeryjnej półce, jak i wśród zapachów niszowych odnajdziemy wiele róży. Do głowy przychodzą mi takie zapachy jak Agent Provocateur, Paris YSL, L’ombre dans L’eau Diptyque, Une Rose Chypree Tauera czy Paestum Rose Eau d’Italie. A to tylko kropla w przepastnym, różanym morzu. Wybór mamy więc gigantyczny. Wierze, że nawet sceptycznie podchodzące do róż osoby znajdą swój zapach. Read more »
CHYPRE ROUGE
.

.
Ktoś, kiedyś mądrze porównał ten zapach do bajki o Czerwonym Kapturku. Mnie się kojarzy z samym jej początkiem…
Każdy z nas, w dzieciństwie zapewne ją czytał. Jeśli nie, to i tak wszyscy kojarzą babcie, wilka i tytułowego Kapturka. Małą, niewinną dziewczynkę, wędrującą po lesie z koszyczkiem smakołyków dla babci. Bajkę znamy wszyscy. Wiemy, że zły wilk czyha w babcinym przebraniu. Ma wielkie oczy, wyszczerzone zęby. Chce naszą małą bohaterkę pożreć. Napięcie rośnie, prawie jak w thrillerze. Mówię to dlatego, żeby zwrócić uwagę na konstrukcję lutensowego „szypru”.
Bajkowa fabuła ładnie się rozwija, wzmacniając ciekawość, wzmagając niepokój. Historia opowiedziana w Chypre Rouge nie porywa. Faktycznie, początkowo daje nam nadzieję na przeżycie dreszczyku emocji. Jednak już po chwili zostawia nas ze sporym niedosytem. Sfrustrowanych i rozczarowanych. Read more »
CEDRE
.

.
To lutensiwo, jak i wiele innych okazało się bardzo kapryśnym tworem. Ciekawym, ale jednocześnie zmiennym w sposób przyprawiający mnie o ból zębów. Po kilkunastu godzinach obcowania, udało mi się go w końcu zatrzasnąć w ramie. Zamknąć w tuberozowej szufladce. Pozornie ogromnej, zagraconej, a po bliższym poznaniu, nie mającej przede mną żadnych tajemnic.
Zacznę od tego, co jest 100 procentowym trzonem, trzymającym całość za mordę. Mianowicie tuberozy. Obecnej od początku, do samego końca. Tutaj w wersji znośnej, pierwszoplanowej, ale niedokuczliwej. Read more »
ARABIE

.

.
Ostatnio opisywałam Aziyade, orient o stosunkowo podobnym do Arabie składzie. Z suszonymi owocami, żywicą i mnóstwem przypraw. To ciekawe, jak dwóch różnych kreatorów potrafi ująć podobne nuty w dwa odmienne zapachy, momentami podobne, ale o zupełnie innym charakterze.
Podczas gdy orient Aziyade jest bogaty i radosny, orient Arabie to kompozycja niepokojąca i bardziej zmysłowa. Podstawową różnicą jest to, że owoce Aziyade to słodkawy kompocik. Poskładany z owoców suszonych zalanych świeżym, pomarańczowo-grejpfrutowym sokiem. Owoce Arabie to lekka słodycz kandyzowanej mandarynki podbita suszonymi figami. I sporą ilością daktyli, uwędzonych na…czarno. W oparach drzew i mrocznej żywicy. Być może dlatego odbieram ten zapach jako bardziej erotyczny, nieco bliżej temu orientowi do standardów zapachowych ludzia europejskiego
Read more »
VETIVER ORIENTAL
.

wetiwer
Wetiwer wydaje mi się składnikiem dosyć kontrowersyjnym, którego albo się lubi, albo się za nim nie przepada. Podobnie jak za aldehydami czy paczulą. Ja akurat wetiwer lubię. Jestem fanką tego swojskiego klimatu wiejskiej zieleniny, ziemi i wilgotnego drewna, jaki wetiwer tworzy. Jest to składnik, który dobrze komponuje się z innymi, szczególnie drzewami. Jest świetnym dodatkiem, nadającym zapachowi charakteru. Jednak jest na tyle specyficzny, że nie każdy będzie w stanie go dobrze tolerować. Wetiwer jest składnikiem stosunkowo ryzykownym, nawet jeśli stanowi jedynie dodatek. Lutens zaryzykował, firmując zapach, w którym wetiwer dominuje od początku do końca. Jest to wetiwer prawdziwy, najczystszy, prawie niczym nie zmącony. Momentami przesuszony, czasem lekko przegniły. Niestety zbytnio też wymuskany, przez co pozbawiony pazura. Read more »
DOUCE AMÈRE
.
.

.
O tym jak absynta kwiatkami zabili…
Douce Amère oznacza słodko-gorzki. Jest to także francuskie określenie pewnej roślinki, występującej w Polsce pod dziwaczną nazwą „psianka słodkogórz”. Roślinka owa posiada podobno łodygi, które z wierzchu są słodkie, a wewnątrz gorzkie. Ponadto wykazuje silnie trujące działanie na ludzki organizm.
Botaniki nie wykładam
Zwracam tylko uwagę, że nazwa tego dzieła wydaje się być wyjątkowo trafiona
Wylazła na mnie goryczka, jeszcze więcej słodkości, a pozorna apetyczność stała się toksyczna. Nic to. Powoli zaczynam przyzwyczajać się do myśli, że większość Lutków nie jest dla mnie. Niestety. Read more »






